Nie mam zbyt dużo zdjęć z moim synkiem – wyżalił mi się pewnego dnia Tomasz.

Nie ma sprawy,  wpadaj do mnie, coś na to poradzimy – rzekłem…

W niedziele popołudniu umówiliśmy się więc w Kryspinowie. Zdjęcia zaczęliśmy trochę późno (grzech nie zamówić małej karkówki i piwka).

Przed siódmą pojawił się znienacka taki trochę ped#%^ski zachodzik słońca i efekty wyszły dość „cukierkowe”:

(5DII; EF 35mm/1,4; EF 85mm/1,8; 2x580EX; parasolka i pixele Knight TR-332)

Reklamy